Ostatnio odwiedzając lokalne siedlisko blichtru i komercji można zauważyć dowody na to, że jednak kryzys jest większy niż to nam w telewizji przedstawiają. Większość sklepów próbuje sprzedać swoje sale ("SALE 70%", "SALE 50%" itp), ewentualnie ratuje się reklamując sale procentowe ("SALE %" - np: sklep Pierre Cardin), gdzie jak podejrzewam można zakupić alkohol o wybranej procentowości. Tylko co zrobią te firmy jak już sprzedają te 70% sal? Pewnie ogłoszą jakąś wyprzedaż czy inną promocję.

PS: Tak, znam język angielski, ale ten typ chwytów marketingowych mnie po prostu dobija.